KIK Cieszyn

Śladami św. Melchiora


Dziesiąta rocznica kanonizacji św. Melchora Grodzieckiego stała się impulsem do zorganizowania przez cieszyński Klub Inteligencji Katolickiej pielgrzymki szlakiem męczenników koszyckich. Była to już kolejna wyprawa trasą opracowaną przez panią Marię Grzybek. Chcieliśmy nawiedzić miejsca, w których św. Melchior wraz ze swymi współtowarzyszami – Stefanem Pongraczem i Markiem Kriżem – cierpieli i umierali za wiarę. Na pielgrzymim szlaku przebywaliśmy od 9 do 11 września.

Trasa była niezwykle ciekawa. Przejechaliśmy malowniczą doliną Wagu między Małą Fatrą a Białymi Karpatami. Zatrzymaliśmy się na krótki postój pod Trenczynem, by podziwiać wspaniałą bryłę potężnego zamku górującą nad miastem. To tu przez pewien czas mieszkała księżna cieszyńska Katarzyna Sydonia i stąd władała swoim księstwem.

Ruszyliśmy następnie w kierunku sławnego kurortu Pieszczany, by wkrótce dojechać do Trnawy. To najstarsze na Słowacji miasto nazywane jest małym Rzymem z racji wielkiej ilości kościołów. W XIII w. zostało otoczone murem obronnym, którego znaczna część zachowała się do dziś. W dawnych wiekach miasto przeżywało lata swojej świetności, przez pewien czas było nawet siedzibą prymasa Węgier. W połowie XVII w. założono tu uniwersytet węgierski z wydziałami teologii, filozofii, medycyny i prawa oraz teatr i obserwatorium astronomiczne.

Zwiedzanie miasta utrudniało nam nieco lokalne święto. Na ruchliwych ulicach starówki porozstawiano stragany, między którymi trudno się było poruszać. Pogoda jednak sprzyjała spacerowi. Skierowaliśmy się w stronę Placu św. Mikołaja, nad którym góruje potężny parafialny kościół pod tym samym wezwaniem. Mieszkańcy nazywają go „ hrubym” z uwagi na jego ogromne kształty. W pobliżu stoi imponujący Pałac Arcybiskupi, a także wiele przepięknych barokowych kamieniczek.

Ślady św. Melchiora znaleźliśmy w kościele św. Anny. W jego mrocznym wnętrzu dostrzegliśmy boczny ołtarz Matki Boskiej, w mensie którego złożono w cynowym sarkofagu szczątki świętych Męczenników. Na szkle umieszczono napis: „ Martyrum Cassoviensum”.

Udaliśmy się następnie do jezuickiego kościoła Trójcy Świętej, gdzie również znajdują się relikwie naszych Świętych. W roku beatyfikacji relikwie Stefana Pongracza i Melchiora Grodzieckiego, którzy byli jezuitami, umieszczono właśnie tutaj. Ich czaszki są pięknie wyeksponowane w bocznym ołtarzu. Nawiedzenie tego miejsca ułatwiło nam odczucie bliskości wielkich męczenników. To było niezwykłe doświadczenie.

Zwiedziliśmy jeszcze trnawską katedrę, a następnie udaliśmy się w kierunku węgierskiej granicy. Noc spędziliśmy w małym słowackim kurorcie Patince.

Rankiem następnego dnia w Szturowie przekroczyliśmy granicę węgierską. Po przejechaniu mostu na Dunaju przed naszymi oczami wyrosła monumentalna sylwetka bazyliki w Esztergom. To miejsce było świadkiem wielu wydarzeń w historii Węgier. Samo miasto, malowniczo położone w meandrze Dunaju, stanowiło pierwszą stolicę Madziarów. W końcu X w. Arpadowie postawili tu swój zamek królewski, a św. Stefan przyjął w specjalnie na ten cel wybudowanej katedrze chrzest swych poddanych. Stare mury zamczyska otaczają jakby pierścieniem stojącą na wzniesieniu bazylikę. To największa świątynia na Węgrzech, jej kopuła wznosi się na wysokość 100 m. W jej ogromnym wnętrzu umieszczono w bocznym ołtarzu relikwie św. Marka Kriża, zamordowanego towarzysza św. Melchiora. Jego czaszka, uwidoczniona w dolnej części ołtarza, została tutaj sprowadzona celowo, ponieważ święty nosił tytuł kanonika esztergomskiego, chociaż z powodu okupacji tureckiej prawdopodobnie nigdy nie był tutaj za życia.

Z Esztergom pojechaliśmy jeszcze do Budapesztu, aby pokłonić się relikwiom św. króla Stefana. Miasto powitało nas barwnymi rozśpiewanymi korowodami, właśnie rozpoczynało się święto winobrania. W czasie krótkiego pobytu w stolicy zobaczyliśmy potężną bazylikę św. Stefana, wyjechaliśmy również na wzgórze zamkowe, aby obejrzeć katedrę Macieja Korwina oraz pałac królewski. Z tarasu obok Baszty Rybackiej podziwialiśmy wspaniałą panoramę naddunajskiej stolicy. Jeszcze piękniejszy widok rozciągał się z góry Gellerta, na szczycie której wznosi się monumentalna statua Wolności.

Po kilkugodzinnym pobycie w Budapeszcie powróciliśmy na Słowację, do Koszyc. W następnym dniu zwiedzaliśmy to przepiękne miasto. Niekłamany zachwyt wzbudziła w nas potężna gotycka katedra św. Elżbiety Węgierskiej. W jej olśniewającym wnętrzu przykuwają wzrok przepiękne średniowieczne ołtarze, arcydzieła późnego gotyku. Skupiliśmy się przy bocznym ołtarzu, w którym umieszczono relikwie naszych świętych Męczenników. Na skrzydłach ołtarza widnieją bogato rzeźbione reliefy przedstawiające miejsca, w których przechowano szczątki Świętych. Na odwrocie wyrzeźbiono sceny męczeństwa.

Szczególne wzruszenie przeżyliśmy, nawiedzając stojący niedaleko katedry kościół jezuicki. Zbudowano go na miejscu dawnego Domu Królewskiego, który był siedzibą misji jezuickiej. To właśnie tutaj 7 września 1619 r. zamordowano w okrutny sposób kapłanów: Pongracza, Grodzieckiego oraz Kriża, ponieważ stanowczo odmówili przejścia na kalwinizm. W tylnej części nawy znajduje się obraz Męczenników Koszyckich, którym Matka Boska wręcza za pośrednictwem aniołów palmy zwycięstwa. Pod obrazem widnieje wyryty w trzech językach – polskim, chorwackim i węgierskim – napis: „ Abyśmy byli jedno”. Na elewacji przylegającej do kościoła kamieniczki znajduje się płaskorzeźba upamiętniająca dzień kanonizacji naszych Świętych. Przedstawiono na niej sylwetki zamordowanych kapłanów, którzy przytulają się do krzyża, na którym Chrystus ukazany jest jednocześnie w ciele uwielbionym i ogarnia i ich nieśmiertelną chwałą.

Z Koszyc pojechaliśmy w kierunku Spiszu i Tatr. Zatrzymaliśmy się jeszcze w Lewoczy – dawnej spiskiej stolicy. To urocze zabytkowe miasto tworzy zachwycającą enklawę dawności. Odnosi się wrażenie, że czas zatrzymał się tu przed wiekami. Zwiedziliśmy stojący na lewockim rynku ogromny gotycki kościół św. Jakuba, jeden z najcenniejszych zabytków słowackiej architektury, prawdziwy skarbiec sztuki. W jego przestronnym wnętrzu, pokrytym średniowiecznymi malowidłami, stoi jedenaście gotyckich i renesansowych ołtarzy, z których najcenniejszy, o wys. 18,6 m, przypomina nieco ołtarz Wita Stwosza w Kościele Mariackim.

Z Lewoczy wracaliśmy do domu malowniczym traktem u podnóża Tatr. Pielgrzymka dostarczyła nam niezapomnianych wzruszeń. Nawiedzenie miejsc, w których żył, pracował i cierpiał św. Melchior, przybliżyło nam jego postać, pomogło nam go lepiej zrozumieć i pokochać. Modlitwa w miejscach uświęconych krwią męczenników umacnia wiarę i daje duchową siłę. Pozwala mocniej odczuwać tajemnicę świętych obcowania i kształtuje świadomość, że mamy w niebie wielkich orędowników, którzy pomagają nas prowadzić do Boga.

 


Powrót